Jak ustrzec się przed „cichym zabójcą”?

Tlenek węgla jest ubocznym produktem procesu spalania. Jego zwiększona, zagrażająca ludzkiemu życiu, emisja wynika z niepełnego spalania paliw stałych, ciekłych i gazowych, które z kolei jest spowodowane brakiem dopływu właściwej ilości powietrza (tlenu) do urządzenia grzewczego.

TT25d-11.13.jpg

Tlenek węgla to gaz wyjątkowo niebezpieczny, ponieważ nie ma zapachu, smaku ani barwy, bywa więc nazwany „cichym zabójcą”. Łączy się z hemoglobiną 300 razy łatwiej niż tlen i dlatego w ciele wdychającego go człowieka ilość tlenu transportowanego z płuc do tkanek drastycznie spada. Dodatkowo tlenek węgla zwiększa stabilność połączenia hemoglobiny z tlenem i utrudnia przenikanie go do tkanek, co jeszcze bardziej pogłębia efekt ich niedotlenienia i może doprowadzić w skrajnych przypadkach nawet do śmierci.

 

Co roku w okresie jesienno-zimowym dochodzi do zaczadzeń. Powszechnie uważa się, że ich przyczyną są wadliwe urządzenia grzewcze, tymczasem prawda jest inna. Aby nie paść ofiarą tlenku węgla należy przede wszystkim zapewnić, nawet w mroźne dni, dopływ świeżego powietrza do pomieszczeń, w których pracują termy i kotły.

Wpływ na bezpieczeństwo użytkowników urządzeń grzewczych ma głównie ich zachowanie ale także stan całej instalacji i przewodów kominowych. Najczęściej stosowanymi w prywatnych domach urządzeniami grzewczymi są termy i kotły. Termy, czyli przepływowe podgrzewacze wody, montowane są głównie w blokach i kamienicach, natomiast kotły w domach jednorodzinnych.

Oba typy urządzeń do prawidłowej pracy potrzebują świeżego powietrza. Termy i kotły konwencjonalne (z otwartą komorą spalania) czerpią je z pomieszczenia, w którym się znajdują, a kotły kondensacyjne (z zamkniętą komorą spalania) zasilane są w powietrze zewnętrzne. W pomieszczeniach, w których montuje się kotły i termy zawsze powinny być drożne kratki wentylacyjne i drzwi z otworami wentylacyjnymi, jednak bardzo często nieświadomi zagrożeń mieszkańcy maskują otwory wentylacyjne na zimę, aby było… cieplej. W ten sposób zmniejszają wydatki na ogrzewanie, ale sprowadzają też na siebie śmiertelne zagrożenie.

Źle pojęta oszczędność i nadmierna szczelność pomieszczeń mogą doprowadzić do odcięcia dopływu powietrza zewnętrznego, zakłóceń ciągu kominowego i niekontrolowanej emisji spalin, a niekiedy do wypadków.

 

Chociaż obowiązujące przepisy wymagają, aby wszelkie zmiany w podłączeniach kominowych, w tym wymiana i instalacja nowych urządzeń grzewczych, były poprzedzone wydaniem stosownej opinii kominiarskiej, do tragedii przyczyniają się często samowolne przeróbki instalacji w domach i mieszkaniach.

– Często przyczyną zaczadzeń są nieprawidłowe podłączenia kominowe, złe wyprowadzenie przewodów ponad dachem, brak szczelności przewodów i łączników oraz brak drożności przewodów wynikający na przykład z zalegania w nich sadzy, a także brak właściwej wentylacji pomieszczeń, wywiewnej i nawiewnej oraz brak należytej dbałości o stan techniczny urządzeń, czyli brak serwisu – podkreśla mistrz kominiarski Mirosław Antos z Korporacji Kominiarzy Polskich.

Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego na zlecenie Bosch Termotechnika, prawie co piąte urządzenie grzewcze używane w Polsce ma co najmniej dziesięć lat. Mimo tego 30% użytkowników kotłów i term nie wykonuje ich regularnych przeglądów. Częściej na okresowe kontrole decydują się mieszkańcy miast, a aż 25% wiejskich gospodarstw korzystających z urządzeń grzewczych nigdy nie wykonało ich okresowego przeglądu.

– Pracujące niemal bez przerwy urządzenia grzewcze narażone są na duże zużycie eksploatacyjne i zanieczyszczenie mechanizmu. Z tego względu absolutną koniecznością jest przeprowadzanie regularnych przeglądów – twierdzi Krzysztof Milczarek, ekspert marki Junkers.

 

Czynności kontrolno-konserwacyjne urządzeń grzewczych powinny być poprzedzone okresową kontrolą i czyszczeniem przewodów kominowych, ponieważ tylko wtedy można prawidłowo wyregulować urządzenie i zapewnić jego właściwą eksploatację, a co za tym idzie, zmniejszyć wydatki na ogrzewanie.

Prawidłowo eksploatowane i regularnie konserwowane kotły lub termy nie stanowią zagrożenia dla użytkownika. Marka Junkers stosuje w swoich urządzeniach szereg zwiększających bezpieczeństwo rozwiązań. Są wśród nich zabezpieczenia przeciwwypływowe (jonizacyjne lub termoelektromagnetyczne), które odcinają dopływ gazu do palnika, gdy płomień zgaśnie np. z powodu przerwy w dostawie gazu i w ten sposób wykluczają ryzyko ulatniania się gazu. Urządzenia wyposaża się też w czujnik ciągu kominowego (czujniki występują w urządzeniach z grawitacyjnym odprowadzeniem spalin), który odcina dopływ gazu do palnika w przypadku słabego ciągu kominowego lub jego braku i zapobiega w ten sposób wypływowi spalin do pomieszczenia. Kotły gazowe z zamkniętą komorą spalania wyposażone są w presostat, który wyłącza urządzenie przy niewłaściwym dopływie powietrza do spalania lub przy zakłóceniach w odprowadzaniu spalin. Nad bezpieczeństwem czuwają też czujniki temperatury, które wyłączają urządzenie, kiedy przekroczona zostanie temperatura ustawiona przez użytkownika i termostaty graniczne, które zabezpieczają instalację przed przekroczeniem maksymalnej temperatury dopuszczalnej. Z kolei ograniczniki temperatury bezpieczeństwa chronią wymiennik ciepła przed przegrzaniem i wyłączają grzejnik termy lub kocioł po przekroczeniu temperatury granicznej. Ciekawym rozwiązaniem jest także zawór bezpieczeństwa, który zabezpiecza urządzenia przed przekroczeniem dopuszczalnego ciśnienia (np. 3 bar).

Źródło
 
 

Katagoria: porady dla dbających o bezpieczeństwo
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 415  razy.